Dzisiaj jest: 29.11.2023, imieniny: Błażeja, Margerity, Saturnina
WYBIERZ JĘZYK

WALERIAN I RÓŻA Ewelina C. Lisowska – fragment książki

Dodano: 2 miesiące temu Czytane: 73 Autor:

Fragment romansu historycznego WALERIAN I RÓŻA Eweliny C. Lisowskiej

WALERIAN I RÓŻA Ewelina C. Lisowska – fragment książki
Ewelina C. Lisowska
WALERIAN I RÓŻA
Fragment rozdziału 5. Pocałunek księcia
Wydawnictwo Romanse

Od kilku dni obmyślał plan działania. Postanowił posłużyć się Różą, aby wzbudzić zazdrość w Angelice. Za wszelką cenę starał się więc skłonić dziewczynę do powiedzenia: tak. Niezrażony odmową, chciał kontynuować nakłanianie, lecz nagle dostał list, w którym napisano, że grupa jego znajomych bawi przypadkiem w tych stronach i ma zamiar zjawić się u niego jeszcze tego samego dnia. Do grupy tej należała również baronówna z narzeczonym. Walerianowi nie wypadało odmówić, więc wpadł na pomysł, aby zaprosić pannę Najman jako swoją tarczę ochronną, a jednocześnie posłużyć się nią do zemsty.
– Angela, jak śmiesz zjawiać się z nim tutaj – warknął do siebie pod nosem, gdy stojąc w drzwiach pałacu, ujrzał, jak dziewczyna wysiada z wystawnej karocy i wpada wprost w objęcia swojego narzeczonego. – Opasły wieprz! – wycedził cichutko przez zęby na widok niskiego, grubego i lekko łysawego jegomościa koło czterdziestki. Książę Wiktor Drucki, och! Jak on nienawidził tego imienia i nazwiska! Musiał jednak zachować fason. Wyszedł więc gościom naprzeciw.
– Witam w moich skromnych progach! Jaśnie panie! – ukłonił się z fałszywym uśmiechem, po czym przyjął dłoń księcia.
– Witam panie Orłowski! – odparł flegmatycznie, niewzruszony arystokrata.
Walerian ucałował dłoń Angeliki, która drgnęła pod wpływem jego dotyku. Wiedział, że umierała z chęci pocałowania go. Spojrzał na nią znacząco. Zobaczył łzy w jej oczach, a jego serce jakby stopniało pod wpływem tego widoku. Szybko otarła je chusteczką, udając, że ma katar. Następnie hrabia przywitał się z dwiema parami nieznanych sobie osób oraz z nadawcą dostarczonego dziś listu. Był nim jeden z jego znajomych z miasta.
            W tej chwili na podjazd wjechał powóz, w którym siedziała Róża. Hrabia czym prędzej wyszedł jej naprzeciw. Wyprzedził lokaja, który miał zamiar otworzyć przed gościem drzwi powozu, po czym teatralnym gestem otworzył je samodzielnie.
– Witaj, Moja Droga! – Podał jej dłoń i uśmiechnął się sztucznie. Był tak zajęty w swojej głowie baronówną, że nawet nie zwrócił uwagi na ubiór panny Najman. Ona natomiast od razu dostrzegła, że hrabia ubrał się w to, co miał najlepszego. Błękitny garnitur idealnie podkreślał jego niewątpliwą urodę. W jego ciemnoniebieskich oczach dostrzegła cień bólu, który dodał mu lat.
– Dzień dobry Walerianie! – Odwzajemniła się szczerym uśmiechem. Postanowiła grać w tę grę. Sama nie wiedziała, dlaczego nadal czuła sympatię do tego podłego łotra. Przecież wykorzystywał ją w tej chwili do swoich osobistych potyczek. Pomógł jej zejść, po czym podał jej swoje ramię i zaprowadził ją do gości.
Nikt nie wiedział, kim była, a on sam nie miał zamiaru uświadamiać towarzystwa, że dziewczyna jest z niższej klasy społecznej niż oni. Przedstawił ją więc jako znajomą z sąsiedztwa.
            Angelika poczuła potworną zazdrość. Miała nadzieję, że Walerian zagrał jej na nerwach tylko ten jeden raz, wtedy w salonie, gdy ją przywiózł, ale najwidoczniej kontynuował znajomość z Różą podczas jej nieobecności. Miała ochotę rzucić się dziewczynie do gardła, ale zachowała się przyzwoicie i nawet podała jej dłoń na powitanie.
Goście zostali zaprowadzeni do ogrodu, gdzie czekał poczęstunek przygotowywany od samego rana przez zastęp służących i kucharek. Wszystko wyglądało idealnie! Brat Waleriana wraz z narzeczoną wyjechali dzień wcześniej, więc tym razem Róża znalazła się w prawie nieznanym jej towarzystwie. Miała w końcu szansę zaprezentować się z lepszej strony. Usiedli wszyscy przy owalnym, dwunastoosobowym stole zastawionym jedzeniem oraz pokaźnym bukietem kremowych róż. Panna Najman została posadzona między księciem i hrabią.
– Czym się pani zajmuje, panno Różo? – zapytał książę, który był ciekawym tej miłej, drobnej osóbki, z takim wdziękiem pijącej herbatę. Miała w sobie coś takiego, co przykuwało uwagę. Była pięknie ubrana lecz nieszczególne ładna, ale wyraz jej oczu budził ciekawość. „Żywa perła” – pomyślał Wiktor.
– Pomagam ojcu w prowadzeniu rodzinnego interesu – odparła z gracją.
Angelika tylko przewróciła oczami, co dostrzegł siedzący naprzeciwko niej Walerian.
– Zdumiewające, dama prowadząca interesa… – odparł książę i przełknął kąsek sernika.
Hrabia skorzystał z tego, że cała uwaga skupiła się na Róży i przeszedł do działania.
– Książę, czy mogę na sekundę porwać pańską narzeczoną? Miała mi przywieźć z miasta poufne informacje – skłamał.
– Proszę, proszę… – przeciągle odparł dostojny gość, po czym zwrócił się na powrót do panny Najman.

            Powstał, obszedł stół i zatrzymał się tuż przy jej boku. Nie patrząc mu w oczy, podała mu drżącą dłoń, którą on delikatnie ujął. Ujął ją pod ramię i położył jej drobną dłoń na swoim przedramieniu. Znów miał ją u swojego boku, lecz jakże wydała się mu teraz odległa, mimo bliskości jej ciała. Wszak prawie należała już do innego mężczyzny. Czuł zapach jej perfum, zmysłowy zapach jej skóry i ciepło bijące od jej smukłego ciała. Odszedł z nią na bok i zatrzymał się kilka metrów dalej, gdzieś pod żywopłotem. Nie chciał, żeby ktoś niepowołany usłyszał słowa ich zakazanej, intymnej rozmowy. Przepełniony żalem pomieszanym z tęsknotą i złością, zapytał ją cicho:
– Czyż nie zmieniłaś jeszcze swojego zdania?

            Trzy przybyłe pary młodych ludzi dyskutowały w swoim własnym gronie. Zaś książę przeniósł się na ławkę nieopodal, gdzie odnalazł orzeźwiający cień i chłód. Zrobił miejsce u swojego boku dla nowopoznanej damy.
– Niech pani spocznie, tu jest znacznie lepiej – flegmatycznie zaprosił Różę do siebie. Dziewczyna musiała przyznać, że mężczyzna był sympatyczny, ale trochę powolny. Powstała i z gracją podeszła ku niemu, po czym z ulgą spoczęła u jego boku, na ławce, gdzie panował orzeźwiający chłód.
– Dziękuję.
Gdy tylko usiadła, jej wzrok natychmiast uciekł ku Walerianowi. Stał dość blisko swojej ukochanej i coś jej szeptał do ucha. Ona, wpatrzona w niego jak w obrazek, raz po raz przymykała na dłużej oczy i czerwieniła się na policzkach. Sprawiała wrażenie poruszonej. Czyż mogła to być miłosna wymiana zdań? Czy cicha kłótnia zakochanych?
– To zajmuje się pani interesem rodzinnym… – kontynuował Drucki.
– Tak.
– Czymże to zajmuje się tak delikatna istota?
Przyszedł więc czas na to, aby Róża Najman przyznała się do tego, kim była. Nie wypadało jej kłamać, więc ze wstydem rzekła:
– Hodowlą koni wyścigowych. Ujeżdżam konie i je trenuję.
Książę wybałuszył na nią swoje arystokratyczne, bursztynowe oczy. Spodziewała się słów potępienia, lecz on powiedział coś zgoła innego.
– Jestem pod wrażeniem, panno Najman. Ja prawie wcale nie znam się na koniach. Można by rzec, że w tej dziedzinie jestem nieukiem! He, he! – zaśmiał się basowo.
Ulżyło jej. Wyglądało na to, że chyba oboje przypadli sobie do gustu.
– Proszę mówić mi po imieniu. Jestem Róża – odparła i słodko uśmiechnęła się do swojego towarzysza. A później spojrzała w stronę hrabiego, który właśnie brał w swoje dłonie rękę Angeliki. W sercu poczuła bolesny dystans, który wytworzył się między nią a Walerianem. Westchnęła ciężko.
– Róża. Piękne imię – słowa księcia odwróciły jej uwagę od zakochanych. A później stało się coś, czego by się nigdy nie spodziewała po tym dystyngowany arystokracie. Delikatnie ujął jej palce, po czym pochylając swoją głowę, wykonał skłon ku jej dłoni. W następnej chwili złożył na niej pocałunek pełen szacunku.
Dziewczyna była poruszona. Jej zniszczone, obolałe dłonie właśnie zostały zaszczycone pocałunkiem samego księcia. Mimowolnie spłonęła rumieńcem. Przed oczyma wyobraźni miała jak zwykle wygląd swoich brudnych dłoni, których nigdy do końca nie mogła doszorować. Na szczęście przykryte były teraz rękawiczkami z białej organtyny.

            W tej chwili Walerian spojrzał kontrolnie w kierunku rywala i dostrzegł czuły gest, którym książę obdarował Różę. Poczuł się nieswojo. W jednej sekundzie Angelika jakby wyparowała. Po raz pierwszy poczuł się zazdrosny o inną kobietę niż ta stojąca przed nim.
– Kochanie – wyszeptała baronówna. – Nie możemy być razem. Zrozum. Jedyne, co mogę ci zaproponować, to…
– Romans. Wiem – rzucił gorzko, nie odrywając oczu od czułej scenki.
– I twoje próby wzbudzenia mojej zazdrości nic nie dadzą – szepnęła, po czym zaszlochała w chusteczkę.
– Nie płacz… – pocieszał ją i jednocześnie nerwowo zerkał w kierunku panny Najman. „O co tutaj, do diaska, chodzi?!”

            Przypadkiem napotkała jego wzrok. Co miał znaczyć wyraz jego twarzy? Nie miała pojęcia. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć, więc zajęła się na powrót rozmową z księciem Wiktorem. Mężczyzna czarował ją swoim, niewidocznym na pierwszy rzut oka, urokiem osobistym.
– Jestem Wiktor. Mów mi po imieniu, Różo – odparł książę, po czym ucałował drugą z jej dłoni. Po raz kolejny wykonał widowiskowy skłon i przedłużony pocałunek prosto w sam środek wierzchu jej dłoni.
Dziewczyna odkryła nagle, że książę miał duszę romantyka. W klapie jego garnituru dostrzegła kilka rumianków, które przedtem nie przykuły jej uwagi.
– To dla mnie zaszczyt, proszę pana – odpowiedziała mu uśmiechem.
– Taka z ciebie pogodna i dobra duszyczka, Różo. Bardzo mi miło, że spotkałem kogoś takiego jak ty! Bardzo udany dzień, słowo daję, bardzo udany dzień…

            Gdy po raz kolejny dostrzegł gest księcia i falę czerwoności, która okryła policzki Róży, drgnął niespokojnie.
– Widzę, że twój narzeczony zaleca się do mojej Róży – oznajmił niemal z pretensją. Angelika spojrzała na księcia i zdębiała. Faktycznie, wyglądało jakby flirtowali. Stanęła przed dylematem: Wiktor czy Walerian.

            Tym czasem panienka Najman, która nie zdawała sobie z niczego sprawy, mile zaskoczona tym, że ktoś traktuje ją z taką czcią i szacunkiem, poczuła się dowartościowana.
– Jest mi niezmiernie miło, Wiktorze. – Uśmiechnęła się szczerze, aczkolwiek nienachalnie. Mężczyzna, któremu zazwyczaj nie poświęcano zbyt wiele uwagi, poczuł się doceniony. W końca zyskał uwagę damy, a nie wspólników do biznesu i nadskakujących mu kokot. Poczuł wielką sympatię do tej drobnej i ładnej osóbki. Gdy zaczął porównywać ją z Angeliką, stwierdził, że tamta jest zimna, ponura i bez życia. Lecz wystarczyło wysłać do niej swaty i kilka klejnocików w prezencie, aby zdobyć jej serce. Tymczasem Róża wyglądała na taką, która miała otwarte serce dla wszystkich, lecz miłość trzymała tylko dla jednego mężczyzny.
– Będę musiał cię zabrać do swojego zamku na bal – powiedział flegmatycznie. – Koniecznie muszę znaleźć dla ciebie jakiegoś dobrze urodzonego adoratora. Damy takie jak ty zasługują na to, aby je wielbić, obdarowywać kwiatami i kosztownymi prezentami – komplementował ją.
Pomyślała sobie, że hrabia był zapewne odmiennego zdania. Wszak miał teraz u swojego boku baronównę – spełnienie swoich marzeń. Spojrzała ku niemu tęsknie i z zaskoczeniem odkryła, że jej gest został odwzajemniony. Lecz w jego oczach nie ujrzała odzwierciedlenia swoich uczuć, ale coś całkiem innego. Walerian wyglądał na rozgniewanego!

            Jako pierwszy zdecydował, że czas zakończyć tę bezsensowną rozmowę. Podał jej ramię i w tempie dość szybkim jak na niego – jak na sytuację, gdy miał u boku ukochaną – podszedł do rozmawiających na ławce.
– Widzę, że zabawił pan moją narzeczoną rozmową – rzekł i puścił bez żalu dłoń baronówny.
– Narzeczoną? – odpowiedział zaskoczony Wiktor. – Widzę, że moja propozycja jest niestety niepotrzebnie złożona. Różo mogłaś mi powiedzieć… Ach! Już wiem! Nie chciałaś mi przerywać. – Obdarował ją wdzięcznym uśmiechem.
Panna Najman odwzajemniła ten uśmiech, po czym spojrzała ku górze, na twarz mężczyzny stojącego tuż przed nią. Nie wyglądał na zadowolonego. „Dlaczego powiedział, że jestem jego narzeczoną?! No tak, to wszystko gra. Nic więcej.”
Angelika wyglądała teraz, jakby ktoś dał jej w twarz. Hrabia natomiast skrzyżował dłonie na piersi i przeniósł wzrok na księcia.
– Może herbaty? – zaproponowała Róża, aby przerwać pełne napięcia milczenie.
– Bardzo chętnie, Moja Złota Duszyczko – posłodził jej książę i powoli wstał.
Dulska zajęła miejsce u jego boku. Miała nadzieję, że książę nie pomyślał nawet przez chwilę, aby związać się z tą wieśniaczką, która tak omotała go swoimi uśmieszkami. Z drugiej zaś strony słowo „narzeczona” w ustach Waleriana spowodowało plątaninę sprzeczności w jej sercu.

            Hrabia z żalem spojrzał, jak jego utracona ukochana odchodzi z innym, lecz była to zaledwie chwila, gdyż przypomniał sobie o czułej scence, której byś świadkiem.
– Wyjaśniliście sobie wszystko? – zagadnęła Róża. Wstała i zaczęła prostować zmiętą podczas siedzenia sukienkę.
– Co?... Nie ma o czym mówić! O czym tak rozmawialiście? – zapytał. Wciąż odczuwał, jego zdaniem, bezsensowną zazdrość w stosunku do panny Najman.
– Poprosiłam go, żeby mówił mi po imieniu – odparła. Z niedowierzaniem utkwiła oczy w nadąsanej twarzy Orłowskiego. – Zrobiłam coś nie tak?
– Nie – burknął. Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że nie zniósłby, gdyby stracił kolejną adoratorkę. Tak, to musiał być powód jego zazdrości. Przecież nie mógłby pokochać dwóch kobiet na raz! Jedna właśnie po raz kolejny dała mu kosza, a druga flirtowała z innym na jego oczach. „Takie właśnie są kobiety.”
– Chodźmy więc napić się herbaty z tym miłym panem – rzekła dziewczyna. Uśmiechnęła się na wspomnienie tego, jak mile potraktował ją sam książę.
– Był dla ciebie miły? Co ci mówił? – dopytywał hrabia. Nie mógł powstrzymać narastającej fali zazdrości, która zaczęła go gnębić.
– A takie tam… nic ważnego. – Machnęła swoją rączką zapakowaną w białą rękawiczkę. I już chciała odejść w stronę stołu, gdy stała się druga tego dnia, nieprawdopodobna rzecz.
Ujął dłoń Róży i zatrzymał ją wpół ruchu. Stanął naprzeciwko niej, po czym ucałował delikatnie to samo miejsce, które zaszczycił dziś swoimi ustami książę. Skłonił przy tym nisko swój kark. Obdarował ją niemal czułym spojrzeniem, które sprawiło, że na jej policzkach pojawił się karmazynowy rumieniec.
„Dlaczego, do cholery, ta dziewczyna jest mi tak bliska?” Nie potrafił tego zrozumieć.
Róża zaczerwieniła się po same uszy i spuściła wzrok. „On tylko gra, tylko gra…”
– Chodź, Moja Droga Przyjaciółko – powiedział zadowolony z siebie. Zauważył, że jego zabiegi wciąż jeszcze na nią działają. Położył dłoń dziewczyny na swoim przedramieniu i poszedł z nią w kierunku stolika, przy którym towarzystwo raczyło się herbatą.

***
Powieść znajdą Państwo w Legimi, Empik, Ebookpoint, na stronie autorskiej www.ecl-pisarka.pl i w wielu innych sklepach.
Książka w druku na życzenie w Ridero Książki.
***
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
 
Źródło: www.ecl-pisarka.pl
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.